Moja pierwsza myśl, gdy go powąchałem, była taka, jakby ktoś przypalił crème brûlée trochę bardziej, niż powinien. Wiecie, crème brûlée ma tę cienką, karmelizowaną warstwę cukru, którą opala się palnikiem. Wyobraźcie sobie, że poszło to odrobinę za daleko i pojawiła się lekka goryczka. Od razu czuć wanilię. To właśnie goryczka trzyma tutaj słodycz w ryzach. Kawa dodaje jej nieco gorzkiego charakteru. Pojawia się też orzechowy akcent. Ten zapach wydaje się ciemny. To ciemnobrązowy gourmand, bardziej dojrzały niż większość kompozycji tego typu. Nie ma tu babeczek ani lodów. Jest za to coś bardziej zmysłowego, bardziej wieczorowego. Pachnie też bardzo drzewnie. Jest w nim sucha drzewność. Nie sprawia wrażenia przesadnie kremowego ani soczystego, jak wiele gourmandów. I to właśnie mi się podoba. To gourmand, który przeszedł na ciemną stronę.
Thomas O'Brien, recenzent perfum