Nie musisz wybierać między ochroną a przyjemnością. Odkryj naszą kolekcję produktów z SPF...

Jedna próbka w prezencie do zamówień do 300 zł, trzy próbki powyżej tej kwoty*

Darmowa dostawa od 500 zł

Galilu
Koszyk
Piękno zgodne z naturą

Galilu Talks

Piękno zgodne z naturą

Makijaż to nie tylko kolor. To sposób na to, by poczuć się bliżej siebie, odzyskać równowagę i dać skórze to, czego naprawdę potrzebuje. Tak myśli Susanne Manasi, która stworzyła markę redefiniującą znaczenie piękna.

Tekst: Marta Rudowicz

Zdjęcia: Dzięki uprzejmości marki

14 • 07 • 2026

Oficjalnie marka Manasi 7 pojawiła się na rynku w 2018 roku. Zaproponowałaś zupełnie inne podejście do makijażu niż cała branża w tamtym czasie. To był akt buntu czy naturalna konsekwencja Twojego stylu życia? 

Myślę, że jedno i drugie. Przez wiele lat pracowałam jako makijażystka przy teledyskach, reklamach i sesjach. W 2010 roku wpadła mi w ręce książka o produkcji żywności i kulisach przemysłu spożywczego, która skłoniła mnie do głębokiej refleksji nad swoim stylem życia. Zaczęłam dokładniej przyglądać się temu, co jem i świadomie czytać składy produktów. Krok po kroku zmieniałam swoje nawyki. A niedługo potem pojawiło się pytanie: jak to wygląda w branży beauty? Co właściwie kryje się w kosmetykach kolorowych? Co nakładam na swoją skórę i na skórę moich klientek każdego dnia? 

I co odkryłaś? 

Uświadomiłam sobie, że ogromna część składników wcale nie przynosi skórze żadnych korzyści, a większość produktów to w osiemdziesięciu procentach woda – i to za nią płacimy naprawdę spore pieniądze. Wtedy pomyślałam: chcę stworzyć coś zupełnie innego. Zaczęłam zgłębiać chemię, działanie poszczególnych składników, ich funkcje. Poczułam, że chcę wprowadzić nową jakość do kolorowych kosmetyków. Tym bardziej, że po latach pracy jako makijażystka poczułam, że czas na kolejne wyzwanie w moim życiu zawodowym. 

Twoje kosmetyki dbają o mikrobiom skóry. Mówi się o nim coraz więcej w kontekście pielęgnacji, ale praktycznie w ogóle, jeśli chodzi o makijaż.  

Temat mikrobiomu uważam za kluczowy. Mamy mikrobiom jelitowy i tak samo mamy mikrobiom skóry – oba są równie ważne. Intensywne peelingi czy silne substancje chemiczne niszczą naturalną barierę ochronną skóry. A kiedy ją naruszymy, musimy później zadbać o jej odbudowę kolejnymi produktami. Dlatego nie przekonuje mnie trend wieloetapowej pielęgnacji – często wynika on z faktu, że wcześniej sami osłabiliśmy swoją skórę. Chciałam stworzyć makijaż, który nie tylko daje kolor i poprawia wygląd, ale przede wszystkim zapewnia skórze ochronę i regenerację. Dlatego w naszych produktach połączyliśmy pigmenty ze składnikami pielęgnacyjnymi. Wierzę, że dziś takie podejście jest szczególnie potrzebne, bo nasza skóra narażona jest na wiele negatywnych czynników: zanieczyszczone powietrze, niezdrową dietę, słabą jakość wody. Dlatego tak ważne jest, by makijaż również wspierał skórę, a nie jedynie ją przykrywał. 

Brzmi jak makijaż w stylu slow beauty. 

Dokładnie. Wierzę, że mniej znaczy więcej. Wystarczy kilka naprawdę jakościowych produktów. Nasza skóra nie potrzebuje dziesięciu czy piętnastu kosmetyków każdego dnia. Bardziej potrzebuje „opieki” – zarówno od wewnątrz, jak i od zewnątrz. Gdybyśmy żyli w epoce kamienia łupanego, pewnie nie potrzebowalibyśmy żadnych kosmetyków, aby skóra była zdrowa. Ale dziś żyjemy w przeludnionym świecie, spędzamy godziny przed komputerami i jesteśmy narażeni na zanieczyszczenia – dlatego jeśli nosimy makijaż, niech on również zadba o skórę.  

Jak wyglądają Twoje codzienne kroki pielęgnacyjne? 

Są naprawdę bardzo proste. Rano nakładam serum, a potem olejek na twarz i nigdy nie myję skóry – w nocy sama wytwarza warstwę ochronną, więc nie widzę powodu, by ją zmywać. Z kolei wieczorem zawsze oczyszczam twarz, bo po całym dniu potrzebuje ona głębokiego oddechu od zanieczyszczeń, resztek kosmetyków i makijażu. Używam naszego delikatnego balsamu oczyszczającego bez SLS, a następnie nakładam serum i krem – te dobieram do aktualnych potrzeb skóry. Płuczę też jamę ustną olejem kokosowym. I właściwie tyle – żadnych skomplikowanych kroków. 

Stworzyłaś markę do makijażu inną niż wszystkie – bez czerwonej szminki czy klasycznego tuszu do rzęs. Jak początkowo ludzie reagowali na Twoje produkty? 

Wiele osób było zaskoczonych, że wystarczy jeden produkt, który można nałożyć palcem na policzki albo usta – szybko i intuicyjnie. Czasem ktoś pytał: „Czy naprawdę mam włożyć palec do środka?”. A ja odpowiadałam: spróbuj, bo tak jest o wiele łatwiej. I zazwyczaj reakcja była ta sama: „Wow, jakie to szybkie!”. Nie trzeba mieć przy sobie trzech różnych kosmetyków – wystarczy jeden słoiczek. I to jest coś, co ludzie naprawdę doceniają. Zrobiłam je właśnie w takiej formie, ponieważ są oparte na roślinnych olejach i woskach – ciepło opuszków palców sprawia, że produkt mięknie i nakłada się go bez wysiłku. 

Jakie składniki były dla Ciebie kluczowe? 

Lista była naprawdę długa. Najbardziej jednak zależało mi, aby mieć jak najwyższy procent składników organicznych. Oczywiście w makijażu nie da się mieć 100% organicznego składu, choćby dlatego, że same pigmenty są minerałami – można je pozyskiwać naturalnie, ale nie można ich „uprawiać”, więc już z założenia nie spełniają kryteriów organicznych. Dlatego sięgałam po oleje roślinne, masła – jak masło shea – czy wosk pszczeli, który ma świetne właściwości emoliencyjne, a przy tym jest składnikiem organicznym. Niektórzy pytają mnie, dlaczego używam wosku pszczelego, a nie wyłącznie składników wegańskich. Dla mnie kluczowy jest wybór najlepszych składników do określonego celu. Uważam, że wosk pszczeli świetnie sprawdza się w kremowych formułach – opcje wegańskie często nie dają tak dobrego efektu. 

A czego absolutnie chciałaś uniknąć? 

Przede wszystkim olejów mineralnych, które nie dają skórze żadnych korzyści. Jeśli chodzi o pigmenty, musiałam pójść na pewien kompromis. Nie wszystkie intensywne odcienie można uzyskać wyłącznie przy użyciu pigmentów naturalnych. Naturalne czerwienie czy fiolety mają raczej brązowawy ton, dlatego żeby otrzymać naprawdę mocny kolor, trzeba sięgnąć po syntetyczne pigmenty. Dla mnie to jedyny – i konieczny – wyjątek od zasady naturalności. Bo jeśli klientka szuka intensywnej czerwonej szminki, a dostaje przygaszoną, to nie jest to to, czego oczekuje. 

Trzy ulubione produkty z Twojej własnej marki to… 

Na pewno Botanical Serum Chanua, które powstało z mojej osobistej potrzeby. Gdy byłam w ciąży, pojawiły się na mojej skórze przebarwienia słoneczne, zwłaszcza na czole. Długo nie mogłam się ich pozbyć, choć próbowałam wielu kosmetyków. Właśnie wtedy zaczęłam pracować nad własną probiotyczną formułą – na tyle delikatną, by można ją było stosować nawet pod oczy, a jednocześnie opartą na składnikach organicznych. 

Okazało się skuteczne na przebarwienia? 

Tak. Już po czterech tygodniach zobaczyłam poprawę, a po trzech miesiącach praktycznie nie były już zauważalne. To serum naprawdę pięknie wyrównuje koloryt skóry. To zdecydowanie mój produkt numer jeden – taki, którego sama potrzebowałam i który chciałam stworzyć. Drugim jest Bronzelighter – połączenie bronzera i rozświetlacza – produkt, od którego w zasadzie wszystko się zaczęło. To kremowy kosmetyk, który można stosować dosłownie wszędzie: na policzki, usta, powieki, dekolt, a nawet nogi. To mój absolutny niezbędnik. Trzeci to Tinted Beauty Potion – szminka i cień do powiek w jednym o świetlistym wykończeniu, zamknięte w szklanej buteleczce przypominającej opakowanie tuszu do rzęs. Jest bardziej transparentny niż Bronzelighter i świetnie sprawdza się na powieki, ale można go używać także na usta czy policzki. Nie klei się, mimo że jest na bazie oleju – działa jak błyszczyk, daje kolor jak tint, a przy tym odżywia skórę. 

Masz swój ulubiony kolor? 

Tak, Cassis – odcień przypominający śliwkę. W buteleczce wygląda bardzo ciemno, ale na skórze daje subtelny, półtransparentny efekt. 

Co sprawiło, że zapragnęłaś zostać makijażystką? 

Moja mama zawsze interesowała się modą. Szyła, robiła ubrania na drutach i nosiła czerwoną szminkę. Pamiętam, jak byłam małą dziewczynką i weszłam do łazienki, kiedy malowała usta. Pomyślałam: „Wow, twarz mojej mamy wygląda zupełnie inaczej, tak pięknie”. To we mnie coś uruchomiło – nie wiedziałam jeszcze, że chcę zostać makijażystką, ale fascynowało mnie, jak kolory potrafią zmienić wygląd i wyrażać emocje. I w końcu pewnego dnia oznajmiłam rodzicom, że chcę zajmować się makijażem. A oni odpowiedzieli: „Co? To w ogóle jest zawód?”. 

Jak zmieniła się przez ostatnie lata Twoja definicja piękna? Jak wyglądała ta transformacja – od makijażystki używającej tradycyjnych kosmetyków po twórczynię własnej marki? 

Kiedy zaczynałam pracę jako makijażystka, właściwie niewiele wiedziałam o branży. Dopiero później, gdy zostałam konsultantką, zobaczyłam od środka problemy związane z nadprodukcją i marnotrawstwem. Pamiętam sytuację w firmie, w której pracowałam – zajmowaliśmy się nowym opakowaniem na szminkę, ale nie mogliśmy dojść do porozumienia z producentem, kto ma pokryć koszty ich magazynowania. Efekt? Dwieście tysięcy nowiutkich opakowań trafiło na śmietnik. To doświadczenie otworzyło mi oczy. Zrozumiałam, jak naprawdę działa branża, i stwierdziłam, że nie chcę być częścią takiego procesu. Postanowiłam robić coś zupełnie odwrotnego – makijaż tworzony na mniejszą skalę, oparty na możliwie naturalnych składnikach i rzeczywiście korzystny dla skóry. Dlatego w mojej marce nie ma miejsca na nadprodukcję ani na sytuacje, w których zostaje nam towar do wyrzucenia. Dla mnie to właśnie marnotrawstwo jest największym problemem – podobnie jak w branży mody. Chcę tworzyć rzeczy, które klientka kupi, zużyje do końca i dopiero wtedy sięgnie po kolejne. Uważam, że to znacznie bardziej odpowiedzialne podejście. 

Największym wyzwaniem w tworzeniu odpowiedzialnej marki są receptury czy raczej opakowania? 

Receptury stają się coraz bardziej elastyczne i naturalne, ale opakowania – to wciąż bardzo trudny temat. My korzystamy głównie ze szkła, opakowań roślinnych i tylko w kilku przypadkach z plastiku. Staramy się jak najbardziej unikać plastiku pierwotnego, ale to wciąż trudne. Na przykład nasze pudry sypkie są w plastikowych opakowaniach, bo na rynku nie ma jeszcze lepszych, w pełni funkcjonalnych rozwiązań. Rozmawiałam ostatnio z producentem o wykorzystaniu plastiku z recyklingu, tzw. post-consumer recycled plastic, ale tu również pojawiają się przeszkody. Jeśli chcesz mieć opakowanie w niestandardowym kolorze, nie możesz użyć w 100% plastiku z recyklingu – trzeba dodać choć odrobinę pierwotnego, a to już tworzy mieszankę, której nie da się ponownie przetworzyć. Paradoksalnie czasami więc „mniejszym złem” okazuje się plastik, bo można go po prostu poddać recyklingowi. Nie produkujemy też próbek. Wiem, że niektórzy klienci mogą być tym rozczarowani, ale opakowania poniżej pewnej wielkości i tak nie podlegają recyklingowi. System ich po prostu nie przyjmuje – nawet jeśli wrzucisz je do odpowiedniego pojemnika, trafią do odpadów. A dla mnie oznaczałoby to tylko dodatkowe góry śmieci. 

W deklaracji marki wskazujecie siedem głównych wartości: slow, select, pure, natural, simple, symbiotic, contemporary. Jak one przekładają się na codzienną pracę, choćby przy wyborze dostawców? 

Tak, to są wartości mojej marki, które muszą spełniać wszyscy, którzy z nami współpracują. Jeśli ktoś do mnie dzwoni z jakąś ofertą, zawsze pytam wprost: „Czy pracujecie w trybie organicznym?”. Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, nie rozmawiamy dalej. Przy tworzeniu Tinted Beauty Potion zależało mi na sfermentowanej wanilii – bardzo subtelnej, nie wprost zapachowej. Napisałam do dziesięciu dostawców, testowałam dwadzieścia rodzajów, aż znalazłam tę najlepszą. To wymaga czasu i cierpliwości, ale daje ogromną satysfakcję. Dla małych marek ogromnym wyzwaniem jest też MOQ, czyli minimalna ilość zamówienia. Jeśli potrzebujesz dziesięć kilogramów surowca, a dostawca sprzedaje minimum dwadzieścia pięć, reszta się marnuje. Dlatego długo szukałam mniejszych dostawców, którzy pozwalają zamawiać mniejsze partie i unikać odpadów. Teraz już mamy sieć takich kontaktów i dzięki temu możemy np. używać oleju z pestek kawy pozyskiwanego z recyklingu, ale uwierz mi, że początki były bardzo trudne. 

W życiu prywatnym również starasz się żyć blisko natury? 

Mieszkam w mieście, więc nie jestem w stanie realizować tego w stu procentach, ale staram się jak mogę. Nie mamy samochodu – jeżdżę metrem i rowerem. Zakupy robię w małych lokalnych sklepach, bo chcę je wspierać. Staram się też nie konsumować za dużo i wybierać organiczne produkty, choć np. w modzie bywa to trudne – dlatego korzystam z second handów. Synkowi kupowaliśmy drewniane zabawki, choć oczywiście z czasem trafiały się też plastikowe prezenty od rodziny. Nie da się być w stu procentach konsekwentnym. Ważne, żeby każdego dnia podejmować lepsze decyzje. Ja tak żyję i w taki sam sposób buduję swoją markę – w zgodzie ze swoimi wartościami. Bardzo długo szukałam małych rolników prowadzących uprawy w obiegu zamkniętym, bo tylko takich chcę wspierać i z nimi pracować. Chciałabym, żeby produkt mojej marki w czyichś rękach był początkiem refleksji – nie tylko dla siebie, ale też dla planety. Wierzę, że przyszłość to większa świadomość, spowolnienie konsumpcji i produkcji. 

Wciąż śledzisz trendy w makijażu? 

Szczerze? W ogóle. Zawsze idę za intuicją. Chcę tworzyć to, co według mnie ma sens – a sens ma makijaż, który nie zakrywa twarzy, tylko wydobywa jej naturalne piękno i przy okazji pielęgnuje. Kiedy patrzę na to, co dzieje się w Internecie, mam wrażenie przesytu. Promuje się mnóstwo warstw: podkłady, korektory, kolejne produkty. Nie sądzę, żeby to było potrzebne. Zwłaszcza u młodych dziewczyn, które przez to często wyglądają bardzo podobnie do siebie. Dla mnie piękno to raczej prostota i podkreślanie rysów, zamiast ich zakrywanie. 

A czym w ogóle jest dla Ciebie piękno? 

Piękno może mieć wiele wymiarów. Oczywiście jest to też wygląd – umiejętność wydobycia rysów twarzy – ale prawdziwe piękno pochodzi z wnętrza. To życzliwość, szacunek, miłość, zaufanie, współczucie, radość i odwaga, żeby być sobą. To bycie najlepszą wersją siebie i traktowanie innych tak, jak samemu chciałoby się być traktowanym. 

Jaką urodową radę dałabyś sobie sprzed lat? 

Nie zakrywaj skóry. Podkreślaj ją. 

Czytaj więcej